Chleb z dymem, ziołami i historią – sierpniowe warsztaty kulinarne z roślinami włóknodajnymi

Sierpniowe popołudnie zakończyło się w najbardziej aromatyczny sposób, jaki można sobie wyobrazić – warsztatami kulinarnymi z wykorzystaniem roślin włóknodajnych, które poprowadziła pani Krysia, znana w całym regionie mistrzyni Koła Gospodyń Wiejskich i specjalistka od tradycyjnych wypieków.
Jej chleb z dodatkiem mąki z perzu, pokrzywy czy dzikich zbóż to legenda lokalnych festynów, a sposób pracy – precyzyjny, pewny i pełen serca – od razu budzi respekt i zaufanie.
Warsztaty odbyły się przy zewnętrznym piecu chlebowym, dokładnie takim, jakie jeszcze sto lat temu stały we wsiach, w których nie było pieca w każdej chacie, a mieszkańcy wspólnie korzystali z jednego ogólnodostępnego. Opalany drewnem, pachnący dymem, rozgrzewający się powoli, aż do głębi cegieł. Już sam widok płomieni sprawiał, że uczestnicy czuli się częścią czegoś prawdziwego, dawnego i rodzinnego.
Zapach pieca, ciepło dymu i pierwszy wyrobiony bochenek
Od pierwszej minuty było wiadomo, że będzie to warsztat pełen pracy, śmiechu i emocji. Pani Krysia zaczęła od opowieści o dawnych recepturach, w których rośliny włóknodajne – takie jak len, perz, pokrzywa czy konopie – wykorzystywano nie tylko w przetwórstwie włókien, ale również w kuchni.
Następnie przeszła do wyrabiania ciasta. Prowadząca z łatwością mieszała składniki, a uczestnicy podążali za nią, próbując powtórzyć ruchy, które ona miała w rękach od dziecka. Do mąki dodawano:
- odrobinę mąki z perzu,
- szczyptę suszonej pokrzywy,
- ziarenka lnu,
- wodę, sól i… cierpliwość.
Kiedy ciasto zaczęło pracować, pani Krysia wyciągnęła z torby małe, szklane słoiczki.
– Dla każdego zakwaska na drogę. Musicie dalej piec w domu. Jak tradycja ma żyć, to trzeba ją karmić – powiedziała, a uczestnicy przyjęli te słoiczki jak skarb.
Chleb prosto z pieca – tak gorący, że nie nadążałaś kroić
Gdy bochny trafiły do pieca, atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej wyczekująca. Pierwszy zapach upieczonej skórki przeszedł przez warsztat jak fala – ciepła, pachnąca dymem, przypominająca dzieciństwo.
Kiedy piec został otwarty, a bochenki wyjęte – chrupiące, gorące, złociste – nie było osoby, która nie uśmiechnęła się szeroko.
Nie nadążałyśy kroić, bo każdy chciał spróbować swojego chleba jak najszybciej.
Na stołach pojawiły się dodatki tak proste, że aż piękne:
- masło, które topiło się od ciepła,
- konfitura, pachnąca latem,
- smalec domowy, jak za dawnych czasów.
Było cicho tylko przez kilka sekund – dokładnie tyle, ile ludzie potrzebowali, by wziąć pierwszy kęs.
Po czym wybuchły rozmowy, śmiech i wspomnienia.
Sałatka z dzikich ziół – powrót do korzeni dawnej kuchni
Drugą częścią warsztatów było przygotowanie sałatki z dzikich ziół i sezonowych warzyw. Uczestnicy poznali gatunki, które od wieków pojawiały się w kuchni wiejskiej, choć dziś często zalegają zapomniane w rowach i na łąkach:
- babka,
- krwawnik,
- młode pokrzywy,
- dziki szczaw,
- lebioda,
- macierzanka,
- liście lipy i jesionu.
Zebrane i przygotowane na miejscu, stworzyły sałatkę o smaku lata, pól i lasu – idealną do jeszcze gorącego chleba.
Gorący chleb dobrze było popić kawą z konopi lub naparem z pokrzywy.
Dzień zakończony smakiem, który zostaje w pamięci
Sierpniowe warsztaty kulinarne były nie tylko nauką. Były doświadczeniem:
- wspólnej pracy,
- powrotu do prostych smaków,
- gotowania opartego na roślinach, które rosły wokół domów od pokoleń,
- celebrowania tego, co wiejskie, tradycyjne i naturalne.
Uczestnicy wrócili do domów z zakwasem, kawałkiem własnoręcznie upieczonego chleba i głowami pełnymi inspiracji. A wielu z nich powiedziało na koniec jedno zdanie:
– To był smak dzieciństwa. I chcemy więcej.
Warsztaty odbyły się w ramach projektu:
„Od ziarenka do włókienka – tkaniny z natury w tradycyjnym rzemiośle Regionu Nadbużańskiego”,
organizowanego przez Stowarzyszenie Ku Naturze,
realizowanego w programie EtnoPolska 2025,
dofinansowanym ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.







































